poniedziałek, 23 września 2013

Grześ (Lúčna 1653 m) - Rakoń (Rákoň1879 m) - Wołowiec (Volovec 2064)


Szczegóły wejścia:
Różnica wysokości: 1139 m;
Dystans: 23km (z powrotem);
Czas przejścia: około 9 g.;
Szlak: zielony, żółty, niebieski, zielony,;
Wybitność: Grześ 51 m, Rakoń 19 m, Wołowiec 153 m.

{Siwa Polana, Dolina Chochołowska (schronisko), Grześ, Rakoń, Wołowiec, Dolina Chochołowska (schronisko), Siwa Polana}


Na Wołowcu 2064 m n.p.m
     Do wyprawy na Grześ (1653 m n.p.m), Rakoń (1879 m n.p.m) i Wołowiec (2064 m n.p.m) podchodziłem dwa razy i dopiero za drugim razem udało mi się ją zrealizować. Za pierwszym razem musiałem zrezygnować u podnóża Grzesia, ponieważ odciski na stopach po wyprawach w poprzednich dniach uniemożliwiały mi dalsze wejście... Wyprawa w Tatry Zachodnie była w moich planach już od bardzo dawna ze względu na ładne widoki, słynną panoramę oraz to, że szlak prowadzący przez Grześ, Rakoń i Wołowiec jest jednocześnie granicą Polski ze Słowacją, więc wejście sprawiło mi wielką przyjemność.

    W piękny, słoneczny i prawie bezchmurny poniedziałkowy poranek wyruszyłem z tradycyjnego Murzasichle w kierunku Zakopanego. W Zakopane wsiadłem w bus i skierowałem się w kierunku Doliny Chochołowskiej. Na Siwej Polanie u wylotu Doliny Chochołowskiej znalazłem się o godzinie 8:30. Początek szlaku zielonego rozpoczynający się w Siwej Polanie znajduje się na wysokości 925 m n.p.m a Wołowiec ma 2064 m n.p.m, więc miałem sporą różnicę wysokości do pokonania... Po minięciu krzyża upamiętniającego lądowanie i drugą pielgrzymkę (23 czerwca 1983 r.) papieża Jana Pawła II, mijałem następnie Krytą Polanę, Polanę Huciską oraz Polanę pod Jaworki... Dalej minąłem odgałęzienie na szlaku do Doliny Kościeliskiej (szlak czarny), do Iwaniackiej Przełęczy (szlak żółty), do Doliny Starorobociańskiej (szlak czarny) oraz do Trzydniowiańskiego Wierchu (szlak czewony). Po niedługim czasie ujrzałem w końcu kaplicę św. Jana Chrzciciela oraz piękne drewniane chałupki na Polanie Chochołowskiej. Ujrzałem również pięknie wyłaniający się i bardzo odległy szczyt Wołowca w kierunku południa i zastanawiałem się czy podołam. Po dwóch godzinach od początku wyprawy tj. o godzinie 10:30 dotarłem do Schroniska w Dolinie Chochołowskiej (1148 m n.p.m). Zrobiłem sobie tutaj 15 minutową przerwę i podziwiałem uroki Doliny Chochołowskiej.

     O godzinie 10:45 rozpocząłem właściwą wyprawę wstępując na żółty szlak prowadzący na szczyt góry Grześ. Palące słońce nie dosięgało mnie teraz, ponieważ szlak żółty pnie się całkiem przyjemnie drogą w gęstym lasie. Szedłem wzdłuż Bobrowieckiego Żlebu szlakiem skierowanym na zachód. W czasie tego podejścia minąłem wyrąb lasu i ujrzałem stary poczciwy traktor Ursus, który obsługiwany przez dwóch ludzi, pracował mozolnie w czasie tego upału... W między czasie w lesie minąłem także kapliczkę poświęconą Wojciechowi Rytułowskiemu, który zginął w tym miejscu tragicznie w 2011 roku. Zatrzymałem się tutaj i oddałem mu hołd modlitwą...
 

Kapliczka podczas wejścia na Grześ
      Następnie idąc żółtym szlakiem las zaczął karłowacieć w wyniku zmiany piętra roślinnego z regla górnego na piętro kosówki.  Wraz z wysokością, z każdym moim krokiem, las stawał się niższy aż wreszcie wyszedłem na odkrytą przestrzeń, którą pokrywała tylko kosodrzewina. Widoki zaczęły nabierać piękności oraz zaczęły się wyłaniać partie gór. Jednym minusem, podczas wchodzenia w tym miejscu, były tylko atakujące chmary much, przed którymi nie udało się uciec... Po ponad godzinie od schroniska, tj. o godzinie 11:50, znalazłem się na szczycie góry Grześ (Lúčna 1653 m n.p.m). Na Grzesiu odpocząłem chwilkę i zacząłem obserwować panoramę. W kierunku południowym widziałem cel mojej wyprawy mianowicie: odległy Rakoń i monumentalny Wołowiec.  Widziałęm również Łopatę, Jarząbczy Wierch, Kończysty Wierch, Starorobociański Wierch, Trzydniowiański Wierch oraz Kominiarski Wierch... Widok z Grzesia jest bardzo przyjemny i obejmuje wiele partii gór dalszych – nawet Tatry Wysokie. Na Grzesiu stoi niewysoki drewniany krzyż. Myślałem, że jest to pusty symbol. Jednak nie... Otóż dowiedziałem się, że krzyż upamiętnia wydarzenia z lat 1978-1989, gdzie w tym czasie dochodziło do spotkań działaczy opozycji Polski i Słowacji – ale sobie miejsce wybrali ;). Nieopodal krzyża przebiegał również szlak przemytu dewocjonaliów i przedmiotów sakralnych.[1].

Krzyż na Grzesiu (w tle od lewej Kominiarski Wierch, Iwaniacka Przełęcz oraz część Ornaku)





Na Grzesiu
Po 30’ na Grzesiu postanowiłem iść dalej na Rakoń. Kończy się tutaj szlak żółty a kontynuuje się wędrówkę szlakiem niebieskim, który prowadzi od Bobrowieckiej Przełęczy (Bobrovecké sedlo  1356 m n.p.m) poprzez Grzesia i Rakonia aż na Wołowiec. Szlak niebieski łączy się już wcześniej ze szlakiem żółtym na Suchym Upłazie (Suchý úplaz 1510 m n.p.m) – przed wejściem na Grzesia. Po minięciu Łuczańskiej Przełęczy (Lúčne sedlo 1602 m n.p.m) szedłem cały czas ścieżką nachyloną w dół i ubarwioną dookoła bogatą roślinnością kosodrzewiny i traw... Idąc Długim Upłazem (Dlhy Uplaz) wzdłuż szlaku niebieskiego obserwowałem wschodnią cześć Tatr oraz z drugiej strony góry słowackie. Tutaj też na zboczu usiadłem i zrobiłem sobie dłuższą przerwę, ponieważ słońce i upał strasznie wycieńczyły mnie. Usiadłem na zboczu Długiego Upłazu i skierowałem twarz w kierunku Doliny Chochołowskiej. Zjadłem kanapki i wypiłem dużo wody patrząc na kawałkiem widoczną Polanę Chochołowską. Podczas odpoczynku wyjąłem sobie z plecaka jedyną rzecz do poczytania - mianowicie tygodnik „Źródło”, który nabyłem kilka dni wcześniej w kościele NMP Królowej w Murzasichlu i zaczytałem się w obszernym artykule poświęconym księżom i klerykom w służbie pomocy i ukrywania ludzi w czasach holocastu... Na stronie wschodniej tego zbocza, pomiędzy Grzesiem a Rakoniem, widziałem jak grupka słowaków, opatulona w koszule i czapki chroniące przed oparzeniami od słońca, zbierała żurawinę i jagody. Po 25’ odpoczynku skierowałem się znowu szlakiem niebieskim na Rakoń. 

Widok ze zbocza Długiego Upłazu

     Górę Rakoń (Rákoň 1879 m n.p.m) zdobyłem o godzinie 13:40 Z Długiego Upłazu podejście pod Rakonia było łagodne i nie sprawiło mi większych trudności. Panorama z Rakonia była dla mnie także czymś bardzo ciekawym. Otóż widziałem z tej góry nie tylko te same góry co z Grzesia – widziałem teraz jeszcze więcej, bo Rohacze, na które mam co raz większy apetyt, oraz Rochackie Stawy. Rakoń w górnej części jest trawiasty, dookoła występuje kosodrzewina a w niektórych miejscach znajdują się nieliczne skałki oraz rumowiska skalne. Po chwilowym odpoczynku i czasie na zdjęcia ruszyłem o godzinie 14:20 z Rakonia na Wołowiec. Po minięciu Przełęczy Zawracie 1863 m n.p.m osiągnąłem skrzyżowanie szlaków. Następna przełęcz znajdująca się na wysokości 1860 m n.p.m odgałęzia szlakiem niebieski szlakiem zielonym prowadzącym do Doliny Chochołowskiej. Z tego miejsca także zaczyna się mocno piać pod górę szlak niebieski na Wołowiec. 

 
Na Rakoniu


Widok Rakonia i odległego Grzesia z Wołowca

Rochacz Ostry i Płaczliwy widziany z Wołowca

   Wołowiec (Volovec 2064 m n.p.m), cel mojej wyprawy, osiągnąłem po 30’ od Rakonia. Znalazłem się tutaj o 14:50. Wołowiec to piękna góra. Jej majestatyczna kopulasta sylwetka zbudowana jest ze skał metamorficznych a po jej północnej stronie u podnóża znajdują się rozległe piarżyska. Z Wołowca widać przepiekną panoramę. Widać z góry bardzo dokładnie na wschód: Łopatę, Jarząbczy Wierch, Kończysty Wierch, Czubik, Trzydniowiański Wierch, Ornak, Starorobociański Wierch, Kamienistą, Błyszcz, Bystą oraz Tatry Wysokie. Na zachodzie widać było przepiękne i urwiste słowackie Rochacze (Roháče), Jamnickie Stawy (Jamnícke plesá) i na północnym-zachodzie ujrzałem nawet zamgloną Babią Górę... Nic dziwnego, że około wieku temu fascynował się już widokiem z Wołowca taternik Janusz Chmielowski podczas swoich wypraw. Tak mi się tu spodobało, że zostałem tutaj aż ponad  godzinę. Odpoczywałem i fotografowałem. W ogóle nie chciało mi się stąd schodzić pomimo, że byłem już mocno zmęczony upałem i wyprawą. Zjadłem już ostatnie swoje zapasy żywnościowe stwierdziłem, że wypiłem 2 litry wody dochodząc w to miejsce! Zrobiłem wiele zdjęć, przyjrzałem się dokładnie panoramie, kilka razy użyłem telefonu, by pochwalić się zdobyczną i o godzinie 16 postanowiłem schodzić.

Wołowiec widziany z Rakonia


Widok z Wołowca na wschód (Łopata w środku na pierwszym planie, na drugim planie od lewej Czubik, po środku Kończysty Wierch i skrajnie o prawej Jarząbczy Wierch, na najdalszym planie po prawej: Starorobociański Wierch oraz Błysz i Bystra)


   Zejście z Wołowca wiodło ta sama drogą, którą wszedłem. Kiedy zszedłem z Wolowca niebieskim szlakiem do Przełęczy, gdzie wybrałem odgałęzienie szlaku w kierunku Doliny Chochołowskiej (szlak zielony), spojrzałem jeszcze raz na majestatycznego Wołowca i postanowiłem już energicznie schodzić do Doliny Chochołowskiej. Tabliczka na skrzyżowaniu szlaków wskazała, że mam 2:05 drogi do schroniska w Dolinie Chochołowskiej. Idąc szlakiem zielonym wzdłuż Wyżni Doliny Chochołowskiej pokonywałem stale kamienne schody wąską krętą ścieżką. Długo nie było na tej drodze żadnego drzewka. Dopiero po 40’ ukazała się kosodrzewina. Gdzieś przeciął moją drogę mały strumyk. Następnie za jakiś czas ukazały się karłowate drzewa żeby w końcu po godzinie zejścia pojawił się normalny las. W końcowej fazie drogi szlakiem zielonym natrafiłem w lesie na osobliwy okaz dominacji przyrody. Otóż na głazie w lesie wyrósł świerk ;)

Świerk, który wyrósł na skale...


   O godzinie 17:30 osiągnąłem Schronisko w Dolinie Chochołowskiej. Odpocząłem tam chwilę i przez następne dwie godziny dotarłem w końcu do Siwej polany, gdzie zakończyłem wycieczkę.


[1] http://www.przewodnik.e-wyjazd.pl/miejsce/krzyz-na-grzesiu,G4FS.html
txvfytfx2dytf2y











4 komentarze:

  1. Bardzo ładnie, pogoda dopisała.
    Ja osobiście na Wołowiec muszę jeszcze kiedyś wrócić, bo byłem na nim raz, ale warunki były takie, że Rohaczy nawet nie było widać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna relacja. Planowałem także w tym roku wybrać się na Wołowiec, niestety nie udało się. Udało mi się natomiast zdobyć Grzesia, skąd widać jak na tacy Wołowiec, robi wrażenie, kto wie może następnym razem uda się wejść.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trasę pokonałeś bardzo przyjemną i widokową:) Osobiście lubię podchodzić na Wołowiec od tej strony, nieco mniej lubię podchodzić na Jarząbczy ale jak sobie pomyślę o schodzeniu z niego od strony Łopaty to chyba wole tam podchodzić. Dla odmiany pewien zakres "twojej" trasy pokonałam w ubiegły weekend:) Jesiennie już tam bardzo

    OdpowiedzUsuń
  4. ja w tym roku chciałam wejść na Grzesia, ale jakoś nie wyszło...za to Twoja wyprawa rewelacyjna! :D

    OdpowiedzUsuń