środa, 17 października 2012

Hotel Górski PTTK Ustrzyki Górne (Bieszczady)

Hotel PTTK w Ustrzykach Górnych

     Jesienne pląsy i deszczowa pogoda nie zraziły nas, by zawitać w drugim tygodniu chłodnego października do długo odkładanych w czasie, odległych i dzikich Bieszczad. Jako miejsce spoczynku wybraliśmy hotel PTTK w Ustrzykach Górnych (http://hotel-pttk.pl/pl/strona-glowna). Dom wypoczynkowy został zarekomendowany przez organizatora - Biuro Podróży Krywań (http://www.ptkrywan.pl/ specjalne podziękowania dla Pani Małgorzaty Dyrek za organizację wypoczynku). Jako że jeszcze nigdy nie korzystałem z usług biur podróży, tylko zawsze sam organizowałem sobie wszystko, chciałem podzielić się z Wami odczuciami z wypoczynku. 

Tarnica 1346
   Hotel Górski PTTK w Ustrzykach Górnych, umiejscowiony w centrum szlaków, jest idealnym punktem noclegowym, gastronomicznym i wypoczynkowym w tym najbardziej wysuniętym na południowy wschód rejonie Polski. Użyte przeze mnie powyżej słowo "dzikie Bieszczady" w pełni oddaje to, co tutaj możemy zobaczyć i poczuć: czyste powietrze, nieskazitelna przyroda, bogata flora i fauna, bliskość do gór i połonin, dużo szlaków, trasy rowerowe i otoczka Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Nie zraziło nas to, że mieszka tutaj tylko stu stałych mieszkańców, że są tylko trzy sklepy (w tym dwa spożywcze otwarte do godziny 17! - w jednym można zapłacić kartą) i że nie ma bankomatu (najbliższy bankomat znajduje się jakieś 20 km dalej w Lutowiskach). Dla wymagającego turysty może się okazać to dużym mankamentem... Hotel jest umiejscowiony w przyjemnej otoczce masywnych bieszczadzkich szczytów: Tarnicy (1346 m) , Połoniny Caryńskiej (1297 m) i Wielkiej Rawki (1304 m) a niedaleko znajduje się słynny styk trzech granic Polski na kulminacji Krzemieńca (Kremenaros 1221 m). Ku mojej uciesze - hotel według mnie został zatrzymany w czasie. Można by powiedzieć, że pamięta czasy okrągłego stołu. Posiada wiele cech zeszłej epoki i wszechobecny duch czasów PRL'u ukazuje się w każdym calu tego budynku. Charakterystyczna stołówka, wystrój pokoi, szare tapety, boazeria, o zimnym kolorze glazury i terakoty w łazienkach oraz basenie - to główne atrybuty poprzedniej epoki. Urodziłem się w czasach PRL'u i częściowo pamiętam wszystkie jego cechy. Stąd też podoba mi się ten duch, wystrój i gabinetowy klimat w nim zakorzenione. Hotel jako centrum odpoczynku posiada następujące atrakcje: dwuosobową saunę, basen (7*5m bodajże), mini siłownię, salę rekreacyjną ze stołem do gry w bilarda i ping ponga. Na parterze znajduje się miły kącik recepcji, restauracja (powiedziałbym, że stołówka nie umniejszając jej walorów) oraz kilka pokoi. Reszta pokoi znajduje się na pierwszym i drugim piętrze. Pierwsze i drugie piętro posiada również dwa duże pomieszczenia konferencyjne (po jednym na piętro), gdzie z pewnością można integrować się podczas wyjazdów służbowych. Dookoła cisza, czystość i schludność korytarzy hotelu. Widać, że obsługa działa i dba o wygodę wypoczywających gości.

     Nasz pokój znajdował się w skrajnym punkcie hotelu na drugim piętrze. Poddasze okryte ocynkowaną blachą już w pierwszy dzień, w wyniku ulewnego deszczu, utuliło nas do snu po długiej podróży, poprzez miarowe i systematyczne wystukiwanie kropel deszczu o dach hotelu - niczym subtelne dźwięki w utworach Einaudi. Nazajutrz z rana zaczęliśmy zwiedzanie hotelu. Najpierw obejrzeliśmy wnętrze i korytarze hotelu. Dobrze, że smutna nić hotelowych korytarzy (wszędzie ta sama smutna PRL'owska tapeta) została wzbogacona o ekspozycję zdjęć-obrazów Elżbiety Dzikowskiej. Galeria ta, całkowicie poświęcona jest Bieszczadom więc znajdziemy tutaj: urokliwe pejzaże gór i połonin, faunę i florę, cerkwie, kirkuty itp. Dla mnie jest to bardzo miła ozdoba dla szarego i cichego hotelu. Zdjęcia są w dużych formatach, emanują kolorami i wręcz krzyczą namawiając do zwiedzenia tych miejsc, przejścia połonin czy zdobycia szczytów. Naliczyliśmy na wszystkich piętrach i korytarzach aż 182 zdjęcia! poświęcone Bieszczadom - więc jest to bardzo przyjemna galeria. Jest co podziwiać. Nawet restauracja jest ozdobiona galerią i propaguje turystykę górską dzięki panoramicznym zdjęciom. Obsługa hotelu jest przyjemna jak na hotel przystało. Ciepło hotelowych kaloryferów daje dobrą wizytówkę hotelu dla przyszłych turystów. W restauracji panuje porządek i śniadania w formie szwedzkiego stołu posiadają wszystko to, co powinny posiadać (śniadania są od godz. 8 do 10, obiadokolacje od godz. 13 do 21 i kolacja wedle własnego uznania). Niczego nie brakuje i wszystkiego jest pod dostatkiem. Barek oferuje nam przeróżne alkohole, napoje oraz wrzątek potrzebny do termosów w dalekie całodzienne październikowe wyprawy. Obiady są smaczne i za każdym razem jest inne danie złożone z dwóch posiłków. Na kolację można zjeść coś lekkiego, wypić kakao czy zasmakować tylko samego deseru... Karta menu zawiera dużą  listę dań więc całkowicie wystarczy, by zaspokoić podniebienia najbardziej wymagających gości, gdyż można było spróbować dziczyzny jelenia, sarnę czy dzika i to w bardzo przystępnej cenie! Restaurację obsługuje miły i wzorowy personel. W szczególności na uwagę zasługuje pan Marek z bródką, który dwoi się i troi w pogoni do tych, którym zabrakło czegoś na talerzu. Widać porządną szkołę kelnerstwa lub obeznania w temacie baristy, kiedy wręcz z mistrzowską precyzją sokoła uderza wzrokiem tam, gdzie jest właśnie najbardziej potrzebny i poszukiwany wśród restauracji pełnej wygłodniałych turystów.

Galeria Elżbiety Dzikowskiej #1




Galeria Elżbiety Dzikowskiej #2


Restauracja w Hotelu PTTK

Sauna w hotelu jest całkiem przyjemna, ciasna i przytulna. Minusem jej, jest tylko lokalizacja. Otóż znajduje się w podziemiu razem z basenem. Po wyjściu z niej trafiamy do zimnego pomieszczenia więc nie jest to przyjemne. Basen jest bardziej nieprzystępny. Bardzo długo musieliśmy schładzać ciało, by wejść do niego. Woda miała temperaturę około 18 stopni C a umiejscowione wokół basenu kaloryfery nie potrafiły zrekompensować utraty ciepła przez stare nieszczelne okna hotelu. Na koniec tej niezwykłej i bardzo chłodnej przygody z basenem udaliśmy się na półgodziną sesję grzewczą w saunie. Te ostatnie miejsce mogę pochwalić z pełna odpowiedzialnością.

Zdrowy Bieszczadzki Borowik podczas wchodzenia na Połoninę Caryńską
     Nie jestem wymagającym turystą i wszystkie oferowane przez hotel atrakcje, choć okrojone, były dla mnie i osoby mi towarzyszącej wystarczające, a zimny basen stał się zalążkiem nowego doświadczenia – przez tą chwilę poczułem się jak Mors. Pomimo ceny, która także okazała się troszkę za wysoka jak na oferowane atrakcje (tylko tanie hotele są słabe...) absurdalnie jestem przychylny jeszcze raz zajrzeć do tego hotelu w czasie następnego urlopu w Bieszczadach. Mógłbym podpowiedzieć administratorowi i "ogrzać" swoimi pomysłami wygląd hotelu  - choćby pomalować ściany w basenie, zmienić te chłodne kolory glazur i terakot czy chociaż naprawić TV, by nie wyświetlały się ikonki operatora, ale... nie przyczepiając się nadto i nie chcąc naruszać tego  charakterystycznego ducha PRL'u pozostawię wszystko i zapamiętam, że miło spędziłem tutaj październikowy czas wypoczynku i wypraw. Być może, ten wszechobecny duch PRL'u, to nie tylko dla mnie ale i dla innych turystów najważniejszy atrybut hotelu jakiego nie znajdziemy gdzie indziej. Podsumowując - polecam Hotel PTTK w Ustrzykach Górnych i z pewnością do tego hotelu jeszcze zajrzę podczas następnych eskapad w dzikie Bieszczady...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz