wtorek, 10 sierpnia 2010

Giewont 1894 m n.p.m. przez Kalatówki i Polanę Kondratową (Tatry)

Szczegóły wejścia: 
Różnica wysokości: 894 m;
Dystans: 5,5 km w jedną stronę;
Czas: około 3'10 w jedną stronę;
Szlak: niebieski;
Wybitność: 170m.

{Kuźnice, Kalatówki, Polana Kondratowa, Przełącz Kondracka, Giewont} 


Giewont – symbol Zakopanego; znak rozpoznawczy nie tylko miasta, ale i Tatr; potężny i górujący nad miastem masyw górski o specyficznym i łatwym do zapamiętania kształcie oraz zarysie; obiekt pielgrzymek i wycieczek górskich; ulubiony temat natchnień poetów, pisarzy i artystów1; pełny legend; bardzo popularny, lubiany i zdobywany przez wielu turystów i gości zakopiańskich; z jednej strony spospoliciały zwykły szczyt, ale z drugiej na nowo odkrywany nie tylko przeze mnie, ale i przez wielu innych górskich piechurów; podrzędny ze względu na swoją wysokość i jednocześnie dominujący; nieomylne narzędzie meteorologiczne wskazujące pogodę2; mógłby się wydawać, że zbyt łatwy, na pozór banalny, a jednak majestatyczny, ogromy, kuszący, prowokujący i przede wszystkim bardzo niebezpieczny, gdy nad głową pojawiają się chmury, burza, a my stoimy przy metalowym wysokim krzyżu i nie mamy się gdzie schować... Giewont i wyładowania atmosferyczne w niepogodę to jedność. Te wszystkie cechy determinują fenomen popularności i piękna Giewontu.

Krzyż na Giewoncie

Zanim zabiorę was w podróż na najpopularniejszy szczyt w Zakopanem chciałbym nieco napisać o etymologii Giewontu oraz jego charakterystyce. Otóż ustalenie pochodzenia nazwy Giewont jest niezwykle trudne. Wokół nazwy tej krąży wiele hipotez. Jedne możemy uznać, że są bliskie prawdy, drugie chybiają, a jeszcze inne są bardzo abstrakcyjne. Wymienię tylko tą, która uznana została przez społeczność zakopiańską, taternicką, naukową i geografów jako najbliższa prawdy. Otóż najprawdopodobniej słowo Giewont wywodzi się od niemieckiego słowa Gewände – co oznacza skałę górską lub ścianę. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nazwa Giewont wywodzi się właśnie od niemieckich górników, którzy skały (ściany skalne) nazywali słowem Wand. Giewont składa się z trzech szczytów: 1. szczyt główny: znany jako Wielki Giewont lub Giewont - o wysokości 1894 m na którym znajduje się piętnastometrowy krzyż; 2. szczyt znany jako Mały Giewont o wysokości 1728 m położonym 500 metrów od głównego szczytu w kierunku zachodnim;   3. szczyt: Długi Giewont o wysokości 1867 m leżącym na wschód w odległości 400 metrów od szczytu głównego.

 Oświetlone od zachodzącego słońca północno-zachodnie ściany Giewontu widziane z Murzasichla

   Spędzając urlop w Murzasichlu w 2010 roku ("U Michałka" Iwona Knapczyk) postanowiłem wejść na Giewont i zobaczyć jego słynną panoramę, przepiękny krzyż na samym szczycie i zmierzyć się po raz pierwszy z łańcuchami, wysokością i wielką ekspozycją. Wstałem rano o 6'00, zjadłem śniadanie, przygotowałem plecak, niezbędnik turysty i fotografa i wyszedłem z domu. Do Kuźnic dojechałem oczywiście busem zakopiańskim, którego nazwa była dla mnie wręcz śmieszna. Otóż bus był linii: „Szosmig” ;-).

Wycieczkę rozpocząłem w Kuźnicach (1000 m n.p.m) o godzinie 7'30. Pogoda tego wczesnego sierpniowego dnia była wprost idealna, by podążać w kierunku masywu. Dlatego też przechodząc koło stacji kolei linowej PKL wcale nie byłem zdziwiony dużą kolejką turystów czekających na bilet wjazdu na Kasprowy Wierch. Ominąwszy stację kolei linowej i zostawiwszy kolejkę turystów za sobą podążałem kamienistą, zaciemnioną drogą wśród pięknych i okazałych sosen oraz świerków niebieskim szlakiem kierując się na Kalatówki. W powietrzu wyraźnie było czuć wilgoć, chłodnego, górskiego powietrza mocno przesiąkniętego zapachem lasu a przede wszystkim zapachem przygody. Pokonawszy łatwy, bity trakt podążając na południe zastanawiałem się czy dam radę wejść, ponieważ przy wejściu na kierunkowskazie niebieskiego szlaku widniał czas podejścia i nie byłem pewny, czy trzy godziny i dziesięć minut w jedną stronę to nie jest dla mnie za ciężkie. Po '45 zostawiłem las za sobą i ukazał mi się hotel na Kalatówkach. Obserwowałem stamtąd rozległą i słynną panoramę widoczną ze skraju rozległej łąki, którą wiedzie szlak. Widać z niej było kolejkę kierującą się na Kasprowy Wierch, Stację Meteorologiczną oraz Myślenickie Turnie.


Widok z Kalatówek
 
Następnie skręciłem w prawo jak prowadził mnie szlak i szedłem dalej ciemnym lasem żeby po '35 drogi od Kalatówek osiągnąć piękną polanę i schronisko na Hali Kondratowej. Zanim to jednak nastąpiło po skręcie w prawo ukazał mi się po prawej stronie krzyż na Giewoncie – cel mojej wyprawy. 

Polana na Kondratowej położona jest na wysokości 1290-1380 m więc czuło się postęp w pokonywaniu wysokości. Jest to super miejsce dla tych, którzy mają ambicje wspinaczkowe nie tylko na Giewont, ale przede wszystkim na cztery dwutysięczniki (Czerwone Wierchy) lub Dolinę Małej Łąki. Można tu przenocować, posilić się i wypocząć. Zachwycałem się tutaj również widokami oraz panoramą widzianą od Kasprowego Wierchu (1987 m) w prawą stronę: na Dolinę Goryczkową, Pośredni Goryczkowy Wierch (1874 m), Goryczkową Czubę (1913m). Z Polany na Kondratowej odbija w lewo zielony szlak na Przełęcz pod Kopą Kondracką (1863 m), którą także podziwiałem identyfikując i nazywając wszystkie szczyty razem z nieodzowną mapą. Wchodząc znowu w las i dalej na kamienistą drogę dało się zauważyć, że las karłowacieje, drzewa zanikają i pojawia się więcej kosodrzewin. W końcu minąwszy piętro regla dolnego i górnego rozpocząłem wędrówkę do piętra kosodrzewiny, gdzie po wielu zakosach i odczuwalnej stromości dało się zauważyć już Przełęcz Kondracką (1725 m). Wśród tych zakosów z lewej strony w oddali widziałem już nawet Świnicę (2301 m). W trakcie mojej wędrówki zatrzymywałem się co chwilę, by uzupełnić zapas płynów. W górze było palące słońce, mało chmur i odczuwało się lekki wiatr. Cały czas mijałem kogoś. Wiele osób mnie pozdrawiało i miło było mi usłyszeć oprócz polskiego dzień dobry inne górskie przywitania: hello, guten tag, a nawet ahoj.

Od Hali Kondratowej dojście do siodła Przełęczy Kondrackiej zajęło mi około 1'00. Będąc na Przełęczy Kondrackiej byłem już zmęczony, bo miałem za sobą już 2'20 wchodzenia. Na Przełęczy Kondrackiej zrobiłem sobie chwilową przerwę na zdjęcia. Wiele innych turystów odpoczywało tutaj i podziwiało pejzaże. Widoki są bardzo piękne zwłaszcza na Małołączniak (2096 m), Wielką Turnię (1847 m), Doliną Małej Łąki oraz częściowo na Kopę Kondracką (2005 m). Znajduje się tutaj węzeł szlaków w czterech kierunkach: na Kondracką Kopę, na Dolina Małej Łąki, na Giewont oraz w powrotną drogę na Halę Kondratową. Po odpoczynku skręcam w prawo i trzymam się szlaku niebieskiego dalej w swojej wędrówce na Giewont. Tutaj zaczyna się już niebezpieczna droga, ponieważ idziemy wyślizganymi kamieniami. Czuć tutaj już wysokość, wskazuje nam to rozszerzająca się ekspozycja, mocny wiatr oraz widok piętra halnego, gdzie dominuje tylko roślinność zielna , głównie murawy. Niżej widać bujną kosodrzewinę i turystów małych jak mrówki, a widoki pięknieją z każdym metrem wejścia.

Po 40' stromego podejścia dochodzę w końcu do kulminacyjnego podejścia, gdzie dominują łańcuchy. Tutaj już nie ma żartów. Cały czas pamiętam, że „góry są łaskawe tylko dla rozsądnych” i uważnie stawiam każdy krok w swoich górskich butach. Trafiam tutaj na małą kolejkę do łańcuchów, ale ze względu na w miarę wczesną porę udaje mi się szybko wejść na na dalszą „łańcuchową drogę”. Wspinając się za pośrednictwem ułatwień jakimi są łańcuchy szedłem wapienną wyślizgana skałą aż dotarłem do szczytu. Szczyt Giewontu to coś wspaniałego. Nie jest za obszerny. Mało jest miejsca i trzeba bardzo uważać, by nikogo nie potrącić, ani samemu nie zostać potrącony, bo tylko metry dzielą nas do przepaści... Krzyż na szczycie Giewontu osiągnąłem o godzinie 10'30, a więc trasa zajęła mi 3'00.

 
Na szczycie moim oczom ukazał się niezwykle ujmujący widok. Otóż widziałem w zamglonym tle całe Zakopane, widok od Nosala (1206 m); Tatry Wysokie (od Koszystej 2193 m, przez Kasprowy Wierch 1987 m, Świnicę 2301 m, Rysy 2503 m aż po Krywań 2494 m); Tatry Zachodnie (od Czerwonych Wierchów aż po Ornak 1867m, Wołowiec 2064 m i Kominiarski Wierch 1829 m). Zdumiony byłem, bo z Giewontu widać było na prawo od Tatr Zachodnich pnącą się i bardzo odległą w Paśmie Babiogórskim Beskidu Żywieckiego - Babią Górę (1725 m). Szkoda, że nie miałem wtedy lornetki, bo widok tych wszystkich szczytów utrudniały mi wciąż nadciągające chmury, które spowijały szczyt i resztę w mlecznobiałej mgle.... Po „zachłyśnięciu się” urokami malowniczych pejzaży polskich Tatr usiadłem twarzą w kierunku wschodnim mając w bliskiej odległości po prawej stronie Długi Giewont (1867 m), po lewej w oddali całe Zakopane, a za plecami krzyż. Wyjąłem aparat i uwieczniłem ten piękny krajobraz, bo właśnie wyszło słońce i na dłuższą chwilę ukazało się wszystko to, co wcześniej skrywały chmury. Krzyż na Giewoncie został postawiony przez parafian 19 sierpnia 1901 roku dzięki inicjatywie proboszcza zakopiańskiego, Kazimierza Kaszelewskiego. Ma 17,5 metra wysokości, z czego 2,5 metra tkwi wewnątrz skały. Na uwagę zasługuje jego waga i sposób, w jaki został przetransportowany. Otóż waży on 1819 kg, skłąda się z 400 elementów i został zaniesiony na plecach parafian z Hali Kondratowej na sam szczyt! Z jednej strony stanowi on nieodłączny element zarysu góry bez którego Giewont byłby "goły", z drugiej zaś strony uważany jest przez niektórych za niepotrzebną ingerencję w przyrodę polskich Tatr.


Giewont widziany z Murzasichla
 
Zejście z Giewontu odbywa się drugą stroną. Jako że wejście i zejście są strome to zastosowano tutaj ruch jednokierunkowy. Na sam kulminacyjny szczyt wchodzi się jedną, a schodzi druga stroną, by uniknąć wypadków. Zejście jest również pełne wrażeń lecz trwa już znacznie krócej. Reasumując, polecam wszystkim wejście na ta popularna górę. Oczywiście musicie wybrać dosyć wczesną porę, ponieważ często zdarza się, że tworzy się kolejka turystów już nie przed samymi łańcuchami, ale jeszcze wcześniej, co może zdenerwować i odebrać ochotę na kontynuację...


--------------------------------------------------------------------------

Śpiący rycerz - Giewont 


Góruje nad miastem twór Geologa majestatyczny,
zwalisty, obszerny... i jakże niebotyczny!
Dominuje wzrostem chyląc się do Strążyska,
mając postrzępione granie i krawędzie urwiska...

Przypomina śpiącego lecz walecznego męża,
który w odwadze czynów mieczem się spręża.
Jest skalnym wybrzuszeniem, znakiem, symbolem,
a dla kochających go ludzi pewniakiem - idolem.

Siedzi sobie cicho, właściwie tkwi leniwie,
niczym się nie przejmuje patrząc w dół posępliwie.
W deszczu jest charakterny, w słońcu łagodnieje,
by go zdobyć pokonałbym nawet gęste knieje.

Przykrywają go, niczym kołdra, kłębiaste chmury,
wtedy jego ściany są jak obronne mury,
które kryją liczne jaskinie, walory, skarby,
nic dziwnego, że chcą go zdobyć także szkraby.

Jego zwaliste ściany skaleczone od miecza,
wyrzeźbione przez czas niczym stwórcy piecza,
przez setki lat głęboko erozją kształtowane,
dziś w pełni przez pieszych wyegzaltowane...

Ma u stóp Zakopane a wzrok daleko wytęża,
pilnując gotowego do użycia rycerskiego oręża.
Gdy tylko przyjdzie chwila to wnet kark napręża,
by bronić Tatr honoru - wroga nawet uciemięża.

Rozmawia z burzą i groźnymi piorunami,
często się nabzdycza zasłaniając zbitymi chmurami.
Ukarze wszystkich bez górskiego munduru,
a kary ukrył pod postacią osobliwego abażuru.

Zdobywają go od dawna liczni miłośnicy,
rodziny, turyści, pielgrzymi, osadnicy,
jest obecny w sercu ojczyźnianych wędrowców,
a także zwiedzających go licznie obcokrajowców.

Kiedy byłem pierwszy raz na jago szczycie,
odkryłem bezmiar wrażeń, atrakcji w jego bycie.
Nieopodal krzyża odezwał się mój lek wysokości,
i poczułem tam bezmiar euforycznej lekkości.

Stał się tym, czym latarnia jest dla marynarzy,
wejściem do portu przygody, nadzieją lądu żeglarzy.
Kocham go za jego kształt, widok i walory,
nawet stać w łańcuchowej kolejce do niego jestem skory.


                                                         Górski Piechur

----------------------------------------------------------------------------------------

Film o kaprysach pogody na Giewoncie. Nakręciłem go rok później po opisanej wyprawie. Zapraszam. 
Link do filmu:


                                        Widok z Giewontu. Po prawej Długi Giewont i po lewej w oddali Zakopane                                            

 ----- 
1. Pisarze piszący o Giewoncie: Jan Kasprowicz, Kazimierze Przerwa Tetmajer, Seweryn Goszczyński, Wacław Wolski, Adam Asnyk, Józef Kościeleski, Franciszek Mirandola i inni. Malarze Giewontu: Jan Nepomucen Głowacki, Władysław Kotsis, Tytus Czyżewski, Leon Wyczółkowski, Stanisław Gałka i inni. R. Jakubowski. Bedeker Tatrzański. Wydawnictwo PWN. 2000 r.

2. Chmury nad Giewontem wskazują jaka może być pogoda. Otóż gdy z jednej strony Giewontu zaczynają się piętrzyć chmury i zaczynają się rozrastać w górę to wskazuje, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie deszcz i burza. Należy wtedy unikać wejścia. Jeśli chmury są małe, zanikają i pojawiają się ponownie lub nie ma ich w ogóle to śmiało możemy wchodzić. Musimy pamiętać o tym, że na Giewoncie zmienia się bardzo szybko pogoda. Z doświadczenia wiem, że wiele razy grzmiało choć nie było dużo chmur burzowych. Trzeba być czujnym.
        

6 komentarzy:

  1. Ciekawie się zapowiada, będę śledził Twojego bloga. Pozdrawiam, Robert

    OdpowiedzUsuń
  2. Serdecznie zapraszam. Muszę tylko znaleźć czas, przepisać wszystkie wycieczki z mojego dziennika (zeszytu z podróży) do bloga, ubrać opisy wypraw w zdjęcia (obróbka raw'ów) a z pewnością znajdę wielu czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo interesujący blog! Dodałem do obserwowanych, żeby nie tracić kontaktu.
    Pozdrawiam.;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Giewont jest fajny. Dobrze iść tam przed lub po sezonie. Wtedy nie ma tam kolejek do szczytu :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie napisana wycieczka, będe śledził kolejne wpisy :)

    OdpowiedzUsuń